NIE NA TEMAT #1 - SUBKULTURY DZISIEJSZEGO ŚWIATA



Barwny świat subkultur wydaje się być martwy. Wszelkie ruchy muzyczno-społeczne zrzeszające zapalonych młodzieniaszków dogasają smętnie niczym pet rzucony na chodnik. Paru punków wałęsa się co prawda po świecie, podobnie jak i rave’owców, czy metali. Nie jest to jednak ten buchający żywioł i niespokojna reakcja co kiedyś.

         Można za to zauważyć nowe, dynamicznie nasilające się tendencje w człeczym rodzie. Wystarczy trochę uważniej się rozejrzeć, aby dostrzec, że utworzyły się, tuż pod naszymi nosami, liczne grupy ludzi mających wspólne, chwilami niepokojące mianowniki, które identyfikują ich jako – ośmielę się stwierdzić – subkultury. Oczywiście subkultury naszych czasów, czyli mniej, lub bardziej zdegenerowane, wypaczone i nie mające wiele wspólnego z ugrupowaniami z lat świetności popkultury. Bowiem muzyka stała się niemalże w stu procentach rozpasanym biznesem panów w garniturach i długo już nie wyznacza nowych trendów i zachowań. 

Ludzie znaleźli nowych bogów w innych, przedziwnych miejscach. Mijacie ich codziennie na ulicach. Lajkujecie ich posty na fejsbuku. A nie wiecie, że prawdopodobnie należą do którejś z dzisiejszych sekt subkultur.




·       FASHIONISTKI/SZAFIARKI

ü WYGLĄD – ubiór na cebulkę, złożony z wielu warstw absolutnie najmodniejszych w tym sezonie ciuchów; dzieło malarskie na twarzy, tzw. makijaż nakładany przez wiele godzin; fryzura zaczerpnięta od kogoś z klanu Kardashianów.


ü ATRYBUTY – blog modowy, codziennie aktualizowane konto na instagramie, snapchacie, twitterze, facebooku i tak dalej; Vogue/ Elle/ Cosmopolitan w dłoni.


ü OGÓLNA CHARAKTERYSTYKA – fashionistki stanowią masowe już zrzeszenie młodych dziewcząt (choć chłopczęta też się znajdą). Moda jest ich religią, stylem życia, mantrą i sposobem na komunikowanie się ze światem. Za wszelką cenę pragną ubierać się u „tych najlepszych” (np. u tej blond pani, coś na v, co wygląda jak karp), a także zrewolucjonizować przemysł modowy. Próbują osiągnąć to poprzez wrzucanie do Internetu miliona dziennie, niczym nie różniących się od siebie zdjęć (preferowane pomysłowe selfie). Lubują się w prestiżowych kolekcjach od H&Mu, czy Reserved (jak mama da więcej kieszonkowego, wtedy nawet Zara wchodzi w rachubę). Dla high fashion są w stanie zrobić wiele – od bójek w sieciówkach o sukienkę od Balmain, po wielogodzinne sterczenie pod sklepem za butami, które swoją drogą wydają się być brzydsze nawet od Fiata Multipli. Ulubiona powiedzenie: „mieć, nie być”. Podgatunki subkultury: mejkapistki, pazurzystki.  

ü CELE – posiadać, mieć, dzierżyć, nabywać, kupować; być tak popularnym, żeby paparazzi włazili do majtów.




    ·       WEGANIE

ü   WYGLĄD – totalna alternatywa; przedziwne szaty od lokalnych rzemieślników, z ironicznymi hasłami i printami komentującymi kondycję kapitalizmu; egzotyczne fryzury, wyglądające jak wygodne mieszkanko dla Voldemorta; często występują w tej grupie tunele w  uszach i inne liczne, niewiarygodnie zlokalizowane kolczyki.


ü  ATRYBUTY – spis restauracji wegańskich/gluten free w danej miejscowości; termiczny kubek w koty/psy (ew. rowery lub wąsy),  a w nim bezkofeinowa latte na odtłuszczonym mleku sojowym.


ü  OGÓLNA CHARAKTERYSTYKA – zdrowo się odżywiać i szanować zwierzęta – na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się w porządku, brzmi wręcz zachęcająco. Rzeczywistość wegana jest nieco bardziej skomplikowana. Przystając do tego klanu, z miejsca wskakuje się na nowy tor myślenia i dedukcji. Krew staje się jakby zielonkawa, dusza zakwita kwieciem dobrych myśli, a i mózg owiewa mgiełka pozytywnej energii. Kiedy dokona się ta cudowna transformacja, weganin, pełen wewnętrznej harmonii i pokojowego nastawienia zaczyna prowadzić bezlitosną wojnę z żałosnymi, nieobytymi zjadaczami zwykłych pokarmów. Brak jakiejkolwiek tolerancji dla odmiennego stylu żywienia jest duchowym przykazem i ważną instrukcją w życiu weganina. Równie ważne, jeśli nie najważniejsze jest ciągłe, nieustające męczenie dupy wszystkim dookoła, czyli przypominanie o tym, że jest się weganem (natarczywość przypominająca tą występującą w środowisku świadków Jehowy).
Warto poobserwować wegan w ich naturalnym środowisku, tj. najmodniejszych wege knajpkach, gdzie zielone ekokoktajle znikają wartko pod hipsterskimi brodami, a przeróżne kiełki tańcują po talerzach w rytm muzyki, która wczoraj została wymyślona, a za dwa dni stanie się zbyt mainstreamowa. 

ü  CELE – zielona dyktatura żywieniowa na całym świecie; strączek soi na fladze unii europejskiej. 
    ·       Life coachowie i ich ofiary

ü   WYGLĄD – brak znaków szczególnych.

ü ATRYBUTY – lifecoach: natchniony, hipnotyzujący głos (coś jak u Kaszpirowskiego); ofiary: wysoka tolerancja na duby smalone.

ü  OGÓLNA CHARAKTERYSTYKA – specyficzna grupa z wyraźnymi znamionami sekty, o cechach złożonej symbiozy. Rzesze demotywowanych, a chcących zmienić coś w swoim życiu Janów Kowalskich (ofiary), wsłuchujących się w jednego Ekstra Jana Kowalskiego (lifecoach), który wmawia tym pierwszym, że go potrzebują. W rzeczywistości sytuacja ma się odwrotnie, a mianowicie Ekstra Jan Kowalski potrzebuje słuchaczy bez których jego lifecoachowy biznes nie istniałby, a którzy w swym zaślepieniu i naiwności nie dostrzegają tej oczywistej z boku zależności. Żeby ta śmierdząca z lekka prawda nie wyszła na jaw, trenerzy życia wyrzucają z siebie niemożliwe do ogarnięcia ilości słów, zalewając potokiem soczystego pierdololo wszystkich tak skutecznie, że możliwość uwolnienia się z tej toksycznej relacji bez pomieszania zmysłów i ogólnego ocipienia jest poza zasięgiem.
    Łatwy dostęp do sprzętu nagrywającego i rozwój portali społecznościowych, a także błyskawiczne rozprzestrzenianie się prokrastynacji (miły dla ucha i świadomości termin usprawiedliwiający leniwe buły) doprowadziły do oszałamiającego wysypu life coachów. Ekskluzywna dotychczas nisza, w krótkim czasie stała się bulgoczącym bagnem pieniędzolubnych piranii. 
     Ulubiona sentencja: jesteś zwycięzcą!

ü
   CELE – zwyciężanie i pieniążki.




·       fitowcy

ü WYGLĄD – sylwetka przypominająca rzeźbę Michała Anioła, a raczej taką jeszcze w trakcie dłutowania; ubiór sportowy, z najlepszych tkanin termoaktywnych, od soboty dostępnych także w Lidlu!

ü ATRYBUTY – aplikacja endomondo; najmodniejsze buty do biegania; kijek do selfie, aby z różnej strony i perspektywy dokumentować zmiany w fizjologii zadniej części ciała; proteinowy koktajl.

ü OGÓLNA CHARAKTERYSTYKA – najpierw masa, potem rzeźba – niby przysłowiową bekę toczył każdy, nie minęło jednak wiele czasu, kiedy to wirusem fit zarazili się niemal wszyscy. Nie o take zombie apokalipsę walczyliśmy!
Grupa fit budowniczych jest bardzo zróżnicowana pod względem wieku, płci, statusu społecznego. Młode i bogate po mężu mieszkanki wielkich miast terroryzują pół miasta Suvami, starając się dojechać do most exclusive siłowni. Starsze panie, wykupiwszy wszystkie kijki do nordic walkingu w Tesco, stadami okupują ścieżki rowerowe w parkach. Matki-polki, pomiędzy przewijaniem rozwrzeszczanego bachorka, a mieszaniem pomidorowej, smętnie spoglądają na fikającą Chodakowską w youtubie. Słodkie do porzygu parki atencjuszków wspólnie turlające się po siłowni w akompaniamencie strzałów fleszy. I nie byłoby w tym absolutnie nic złego (w końcu co może być złego w byciu zdrowym), gdyby nie podkręcona na maksa potrzeba zwracania na siebie uwagi. Powiedzonko „jak byłeś na siłowni, ale nie wrzuciłeś tego na fejsa, to trening się nie liczy” zatrważająca większość fitowców traktuje śmiertelnie poważnie. Świat został zalany falą przesiąkniętych potem fotek, śmierdzących zdeterminowaniem screenów tras biegaczy i blogami osób, które po tygodniu prowadzenia sportowego trybu życia uważają, że mogą pouczać innych w tej kwestii. Albo fenomen trenerów personalnych – namnożyło się ich tak dużo, że z braku chętnych na sobie muszą próbować ultra-ft-kardio-aero-koks ćwiczeń.
Ulubiona sentencja:


ü CELE – miliony followersów wpatrzonych z szacunkiem w bicka, bądź zadek.




·       Wyznawcy kardashianów

ü WYGLĄD – w zależności, którego z Kardashianów najbardziej się lubi, taki przyjmuje się styl.

ü ATRYBUTY – liczne operacje plastyczne; jak się ma pieniądze – oryginalne pierdoły, np. torebki, okulary słoneczne założone kiedyś przez kogoś z rodziny K., a jeśli bieda – wtedy podróby;

ü OGÓLNA CHARAKTERYSTYKA – najbardziej niebezpieczna i najmniej pożyteczna spośród współczesnych subkultur. Niektórzy badacze tematu posuwają się do stwierdzenia, że wyznawcy Kardashianów są bardziej szkodliwi dla młodych ludzi, niż dołącznie do satanistów. Inni z kolei twierdzą, że Kardashian jest, po prostu kolejnym imieniem Lucyfera. 
Członkowie tej grupy bezkrytycznie kopiują rodzinę K. w każdej sferze życia. Traktują ich nie tylko jako wzór do naśladowania, ale też mają ich za nowych bogów. Pięknych (w kategorii „10 liftingów i botoksów dziennie pięknych”), obrzydliwie bogatych oraz – najważniejsze – SŁAWNYCH. Sławnych tak bardzo, że pisma plotkarskie składają pod ich domami ofiary z instagramowych dziewic. Sekta wyznawców Kardashianów jest bardzo obrotna – ich największym osiągnięciem jest wciśnięcie ich bogów do ścisłej czołówki najbardziej wpływowych osób na świecie.

Nie wiadomo jak uchronić młodzież (choć zdarzają się również starsi wyznawcy) przez zgubnym wpływem najsławniejszej rodziny w Ameryce. Niektórzy są wybitnie odporni na fenomen K., czując obrzydzenie tym cyrkiem, większość niestety wsiąka w mamidło lepszego świata, zachłystując się narcystycznym i ekstremalnie durnym światkiem nowobogackich pustaków.




ü CELE – być jak Kardashian.





you might also like

nie na temat

3 komentarze:

  1. Ach i jeszcze - zapomniałabym! Z tą pianą na ustach niedokładnie się wyrazy wymawia, pewnie stąd zgubne "r" w (nie aż tak znowu trudnym) słowie "prokrastynacja". Dla mniej zdolnych jest po prostu - także miłe dla ucha i świadomości,a do tego polskie i swojskie - "zwklekanie" :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Komuś się ulało troszeczkę ;*.

    OdpowiedzUsuń
  3. dziękuję! żaden blog nie jest prawdziwym blogiem, dopóki ktoś nie wytknie autorowi literówki. w końcu i ja się doczekałam;*
    piany na ustach nie miałam, co najwyżej nieśmiały uśmieszek. chodziło tylko o małe odczarowanie rzeczywistości, również siebie samej, bo opisywane przeze mnie "tendencje" nie ominęły i mnie.
    ironia w moim wydaniu nie jest jednoznaczna spazmom nienawiści, jadu i niechęci. wręcz przeciwnie:)

    OdpowiedzUsuń

Bezdomna

czyli Karolina - wodzirejka na tym dancingu. Zapraszam do bycia bezdomnym kulturowo, bo to naprawdę świetna rzecz. Wino, szmira i kicz to moja dewiza.