NAJGORSZE OSCAROWE DECYZJE



Nie bójmy się kwestionować wielkich, sławnych i ważnych. Czy kapituła oscarowa jest nieomylna? Czy tamtejsze mądre głowy zawsze orzekają sprawiedliwie? Głośno powiem – NIE. Piękne i tłuste dowody znajdziecie poniżej.








  Rozdanie najważniejszych nagród filmowych tuż, tuż, trwa obstawianie i głosowanie kto wygra, a kto obejdzie się ze smakiem. Wszyscy się emocjonują, kibicują Leo (albo niedźwiedzicy), a ja postanowiłam popłynąć na fali zainteresowania. Pomówmy więc o Oscarach.
  Nie ulega wątpliwości, że Oscary są najbardziej prestiżowymi i pożądanymi nagrodami na świecie. Po otrzymaniu takowej, przed twórcą/aktorem zaczynają się otwierać drzwi do wyśnionego świata wielkich możliwości (czytaj: wielki budżet, potężni producenci, światowa publika, chwała, sława oraz cześć). Toteż liczni stają do walki o złotego rycerza, ale nie wszyscy z tych licznych powinni, a to dlatego, że ich dzieła, czy role zwyczajnie nie nadają się do miana bycia najlepszym. Niemniej jednak hojna Akademia Filmowa niekiedy patrzy przez palce na świat i dopuszcza się niezrozumiałych, głupich, a czasem skandalicznych decyzji.

  Bardzo liczne gremium Akademii (liczone w tysiącach!) boryka się z kilkoma słabościami, które znacząco wpływają na obiektywne i sprawiedliwe ocenianie przez nie filmów i aktorów.  Jednym z głównych problemów jest uleganie poprawności politycznej i wielkim, ważnym tematom (rasizm, niewolnictwo, homoseksualizm, transwestytyzm itd.). Zachowują się jakby w klapkach na oczy, widząc tylko te zaangażowane, podniosłe filmy, tratując przy okazji inne, z tematyką bardziej stonowaną, ale nierzadko o wiele lepsze, bardziej wartościowe. W ten sposób wiele miałkich i słabych filmów zostało nominowanych/nagrodzonych i wiele pewnie jeszcze będzie, bo tendencje się utrzymują, a nawet rosną, co nie wróży dla widzów nic dobrego.

  Kolejny, wstydliwy fetysz członków Akademii Filmowej objawia się w patosie, epickości, i takim rozmachu, że włosy się na ciele całym mierzwią. Im więcej widowisko zawiera rozbuchania, górnolotności, gigantyczności tym lepiej, a jeżeli w tle toczy się na przykład jakaś wojna, albo przemiany społeczne - wtedy worek z Oscarami nie ma dna. Owszem, wspaniale ogląda się takie rzeczy, uwielbiam je również, ale bywają one często puste, pomimo całej swojej ogromności. Nie niosą za sobą większych wartości poza byciem nadętym, koszmarnie drogim filmem.

  Na szczęście nie jest to regułą. Są to tylko pewne niedomagania, którym poddaje się jury, a które czasami całkowicie ignoruje. Jest ich wiele, ale najpełniej wybrzmiewają podane w przykładach, które znajdziecie poniżej. Lista oscarowych grzechów, których wybaczać nie musimy z ostatnich dwudziestu lat.


  • Nominacja dla moulin Rouge (2001)
    Co to był za przebój. Ile pieniędzy i sławy zdobył. Prawie wszystkie piosenki wykorzystane w filmie z miejsca stały się hitami śpiewanymi przez wszystkich. Nie przeczę, że Moulin Rouge jest efektownym, barwnym i zjawiskowym filmem. Za to śmiem twierdzić, że nominacja do Oscara to gruba przesada. Powiem więcej – nie jest to nawet dobry film. Montaż jest koszmarny, jak na rollercoasterze, człowiekowi po pięciu minutach chce się rzygać. Gra aktorska zaś mocno przesadzona i w niektórych momentach po prostu niezrozumiała. A historia wtórna tak, że aż boli. To musical, powiedzie. Takie są prawa gatunku, zawołacie. Nie jest to jednak żadne usprawiedliwienie dla ewidentnych wad tego filmu.
    (nie chcę wypaść na ograniczoną, ale tak w ogóle na musicale prycham hardo; powinny mieć inną kategorię nagród jeżeli już)

  • Oscar dla Anne hathaway za les miserables (2012)
    Kolejna sprawa, której nie zrozumiem raczej nigdy. Jak rolę można oceniać poprzez pryzmat straconych przez aktora kilogramów? Albo ścięcia włosów, czy oszpecania się? W tym przypadku chyba tylko to brane było pod uwagę przy przyznawaniu nagrody dla Hathaway. Bo umówmy się – nie była to oscarowa gra. O ile dobrze się orientuję, wygląd jest tylko jednym z narzędzi aktora, elementem warsztatu, i to wcale nie najważniejszym. Warto docenić aktorkę za poświęcenie dla roli, ale nie powinno to rozstrzygać o jakości jej kreacji. Anne, ostrzyżona na zapałkę, wiła się, stękała i wyglądała mizernie, ale mojego serca nie skradła. 

patrzcie, jaka chuda jestem! dla oscara!
  • Oscar dla najlepszego filmu idzie do zniewolonego. 12 years a slave (2013)
    O tym właśnie wspominałam. Wielki temat, jakim jest niewolnictwo i los czarnoskórych ludzi musiał być oscarowym pewniakiem. Film Steve’a McQueena jest bardzo sprawnie nakręcony, świetna obsada stanęła na wysokości zadania i chwilami jest naprawdę przejmujący. Co nie zmienia faktu, że jest jednym z morza, który porusza to zagadnienie. I niestety nie robi tego w sposób przełomowy, czy nowatorski, a przynajmniej nie na tyle, aby odcisnąć swoje piętno w historii kinematografii. Takie filmy są potrzebne i dobrze, że powstają, ale niekoniecznie muszą być z miejsca zasypywane Oscarami.

  • Milion nominacji dla meryl streep
    Meryl Streep wielką aktorką jest. Nie zamierzam twierdzić, że jest inaczej, albo podważać jej talent. Samobójczynią nie jestem. Niemniej jednak uważam, że uwielbienie Akademii Filmowej dla Meryl powoli przeistacza się w coś niepokojącego. Pomyślcie sami – 19 razy była nominowana! Kilkadziesiąt lat trwa ta dziwna więź między Meryl a jury. Nie chcę odbierać jej zasług, ale chyba już każdy, nawet słabo zorientowany zdaje sobie sprawę z jej kunsztu. Toteż, czy nie lepiej, do wąskiego grona nominowanych, dopuszczać kogoś mniej znanego, dawać szanse aktorkom, które nie mają takiej renomy jak Streep? Nieco odświeżyć akwarium? (hehe)

  • Brak nominacji dla ewana mcGregora
    Jak to jest, że niektórzy pływają w nagrodach, a inni pozostają ledwo docenieni? Jak to możliwe, że Obi-Wan Kenobi nie zarobił nigdy nawet pół nominacji? Akademia Filmowa bywa wielce niesprawiedliwa wobec aktorów, co dotkliwie odczuwa Ewan McGregor. Szkocki aktor, z powodzeniem wcielający się w rozmaite role, w każdej wypadający wiarygodnie i wyśmienicie (no, może poza Moulin Rouge, ale to mogę wybaczyć), a jednak pozostający niewidzialny dla jury. Trainspotting, Helikopter w Ogniu, I love you Philip Morris i długo by wymieniać przykłady jego talentu. Chociaż jedna, mała nominacja, na tyle zasłużył z pewnością.



  • Nominacja dla czasu wojny (2011)
    Za co ta nominacja? Czy ktoś może mi powiedzieć? Tylko dlatego, że Spielberg stał u steru? Czy może dlatego, że wojna w tle? Lubię takie klimaty – zejście się po długiej rozłące, burzliwe dzieje bohaterów, tułaczka, dramat i bohaterstwo. Ale na boga, ileż można. W tym filmie patos jest tak podkręcony, że wykapuje z ram telewizora, a próby wzruszenia widza są tak liczne, że aż bezczelne (owszem, ryczałam w paru momentach, ale tylko dlatego, że łatwo mnie rozkleić). Postacie w tym filmie są dwuwymiarowe, historia płaska jak naleśnik, wszystko ogółem nakreślone jest grubaśną krechą. Niczym moralitet jakiś, albo mądra przypowiastka. Ciężkostrawny seans.


  • Titanic najlepszym filmem w 1998
    Wierzę, że członkowie Akademii Filmowej bardzo wstydzą się tej decyzji. Popłynęli na fali, jak my wszyscy wtedy zresztą i zatonęli. Pamiętny rok 1997, szał niesłychany, zbiorowa histeria i gigantyczne kolejki do kin. DiCaprio mieszał w głowach, a Cameron w portfelach. Sama pamiętam jaką wartość miały karteczki do segregatora z Titaniciem, nie było żartów. ALE. Z perspektywy czasu i po całkowitym ochłonięciu łatwo można stwierdzić, że złoty deszcz Oscarów (11 statuetek, god damn!) jakie spadł na twórców filmu był mocno, bardzo mocno przesadzony. Może bali się, że rozwścieczony tłum kochający Leo i Kate dokona ukamienowania w przypadku braku nagród.

thank you, captain obvious


  • Fargo nie jest najlepszym filmem w 1997
    Niby do przewidzenia, ale i tak boli brak statuetki dla filmu braci Coenów. Co prawda, dostali Oscara za scenariusz, Francis McDormand także jako aktorka pierwszoplanowa, ale wciąż czuć niedosyt. Angielski pacjent (1996), melodramat opowiadający o wielkiej, nieszczęśliwej miłości z okropną, srogą wojną w tle po prostu musiał sprzątnąć nagrodę sprzed nosa Fargo, filmowi oferującemu coś nowego dla odmiany. Zbyt nużące już, aby się nad tym rozwodzić.

  • Gdzie jest Oscar dla Leonardo dicaprio
    Na koniec czysta formalność. Ulubieniec mediów, widzów, całych internetów, od lat musi udawać, że wcale nie zależy mu na nagrodzie. Uśmiechać się sztucznie na galach, powstrzymywać łzy po ogłoszeniu wyniku, smętnie wodzić wzrokiem za złotą statuetką dzierżoną przez innych. Leo, nie wiem, co zrobiłeś Akademii Filmowej, że nienawidzi cię tak zawzięcie, ale cały świat stoi za tobą murem. Może w tym roku się uda?
    (mała ciekawostka: jak obstawicie w zakładach bukmacherskich, że DiCaprio przegra, możecie sporo zarobić; ponoć 900% stawki, więc warto)


Dajcie znać, czy Wy czujecie się pokrzywdzeni przez oscarowe jury. A może uważacie, że wszystkie ich decyzje są nieomylne? Komentujcie, wytykajcie błędy, złorzeczcie.

you might also like

Oscary

4 komentarze:

  1. 1999 - Zakochany Szekspir zamiast Cienkiej Czerwonej Linii
    i królowa niezrozumiałej decyzji Akademii:
    1991 - Tańczący z Wilkami zamiast kurwa Chłopców z Ferajny
    to tak obiektywnie, ale wyrażając się subiektywnie to uważam, że np Frost/Nixon z 2009 jest o wiele lepszym filmem niż Slumdog, no a od wspomnianego przez Ciebie Zniewolonego, o dużo lepszym filmem był Wilk z Wall Street... no ale powszechnie wiadomo, że Akademia wielbi ciężkie tematy i napompowane do granic absurdu patosy o niedoli ludzkiej etc. Skoro wspomniałaś o 5253894 nominacjach dla Meryl Streep nie da się nie wspomnieć o tym, że taki Tarantino jest tak niepomiernie nienawidzony przez Akademię, że aż to w oczy kłuje.
    BtW fajny artykuł :) propsy Karolino :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję! :D
    Na "Zakochanego Szekspira" wylano tyle pomyj, że darowałam sobie zachodu. Podobnie z "Chłopcami z ferajny". Krytycy filmowi do tej pory wspominają bolesne facepalmy po Oscarach w 1991.
    Tarantino ma te niby dwa Oscary za scenariusz, ale brak nagrody za Pulp Fiction w kategorii najlepszy reżyser - to woła o pomstę do nieba.
    A jeśli chodzi o Slumdoga, nie ukrywam, że mam wielką słabość do tego filmu. Faktycznie, nie powinien zostać okrzyknięty najlepszym filmem, ale przez to, że go uwielbiam, ta nietrafiona decyzja nie szczypie mnie w oczy aż tak bardzo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a widziałaś Frost/Nixon? :) jako panna historyk pewnie widziałaś ;)

      Usuń
    2. owszem, widziałam:) bardzo spodobała mi się taka forma przybliżenia sylwetki polityka/prezydenta. kontrowersyjna postać ukazana w nowym świetle. dobry film i świetni aktorzy

      Usuń

Bezdomna

czyli Karolina - wodzirejka na tym dancingu. Zapraszam do bycia bezdomnym kulturowo, bo to naprawdę świetna rzecz. Wino, szmira i kicz to moja dewiza.