WAŻNE ZJAWISKO JAKIM JEST RUCH KOBIET W OBRONIE SWOICH
PRAW JEST POWSZECHNIE WYŚMIEWANE. DLA WIĘKSZOŚCI, FEMINIZM JEST CZYMŚ ODPYCHAJĄCYM
I NIEPOTRZEBNYM. DLACZEGO TAK SIĘ DZIEJE - KRÓTKA PRÓBA ODPOWIEDZI PONIŻEJ
Były czasy, kiedy kobiety prócz bycia ozdobą mężczyzny, nie mogły
osiągnąć nic. Ich decyzyjność sprowadzała się do wyboru zastawy na
podwieczorek, koloru firan w sypialni, czy wyglądu garderoby. I to nie do
końca, gdyż ograniczał je ciasny gorset etykiety i obyczajów społecznych. Bardziej
ambitne jednostki żeńskie traktowane były jak trędowate i przepadały w otchłani
dziejów duszone przez presję rodziny i otoczenia. Dlatego podjęcie walki o prawa
kobiet, w takiej sytuacji było czynem nie lada heroicznym i dowodem na ogromną
odwagę. Tylko pomyśleć sobie, jak ciężka musiała być walka z obyczajowym betonem
na początkowym etapie! Dla ówczesnych, dążenia sufrażystek były równie
absurdalne, jak dla nas wyznawanie wiary w Latającego Potwora Spaghetti. Tym
bardziej, niezłomność pierwszych bojowniczek o prawa kobiet powinny być
doceniane, a ich ideały i nieskazitelna w większości postawa kontynuowana przez
dzisiejsze feministki. Tak jednak nie jest.
MEDIA MAJĄ NAS ZA GŁUPKÓW
Wiadomo, że czasy się zmieniły, walka
toczy się o zupełnie inne kwestie, toteż cały ruch feministyczny musiał
ewoluować. Niestety nie można obserwować tych zmian bez zażenowania. Nie jest
tak w stu procentach – odwaga muzułmańskich feministek wykracza daleko poza
zwykłe normy, podobnie jak z kobietami, które walczą o edukację mieszkańców Afryki i feminizację tamtejszych
instytucji. Nieco inaczej ma się sprawa w Polsce. Na szczęście nie zmagamy się
z warunkami o jakich mowa była powyżej, sytuacja kobiet na naszym poletku jest
o niebo lepsza. Co nie znaczy, że nie ma o czym rozmawiać i kwestii, które nie
należałoby poprawić (wyrównanie płac, rozwój świadomości i dialogu itd.).
Obserwując jednak polskie feministki łapiemy się za głowę. Większość Polaków,
na pytanie o pierwsze skojarzenie z hasłem feminizm, albo się zdenerwuje, albo
wyśmieje mówiąc, że feministki to
stuknięte wariatki, którym tak naprawdę brakuje mężczyzny. Nie jest to do
końca ich wina, bowiem przestrzeń publiczna zdominowana jest przez ujadające ze
wściekłością dziwaczne osobliwości. Przypomnijmy sobie jakąkolwiek sytuację,
kiedy to świadomość publiczna zajmowana była przez kontrowersyjną kwestię, jak
chociażby obecna ustawa antyaborcyjna. Wyważone wypowiedzi odpowiedzialnych
ruchów kobiet, poważnych feministek giną w morzu jazgotu i wzajemnego
przekrzykiwania się. Elokwencja i rzeczowość nie jest niestety nośna w dzisiejszych mediach – po prostu
się nie sprzedaje. Łatwiej przyciągnąć widzów, zapraszając do programów
informacyjnych problematyczne osoby, ze skrajnymi opiniami, a już najlepiej zestawić
ją z kimś z opozycyjnego obozu, równie zacietrzewionym. Wióry lecą, internauci
tworzą bekowe filmiki i biznes się kręci. Jest to jednak niesłychanie szkodliwy
proces, który robi debili z ludzi, po obu stronach barykady. W ten sposób
wypłukuje się merytoryka z dyskursu o problemie, tworzą się podziały.
A obraz współczesnej feministki trwale zostaje spłycony i zakrzywiony.
GENDER, GŁUPCZE
Nie tylko media robią krecią robotę feministkom. Każde
ugrupowanie, ruch, czy inicjatywa ma swoją Krystynę Pawłowicz (czyt. niewygodną
osobę, zajadłą w swoich poglądach, nieokrzesaną, taka czarna owca PRu). Ruchy
kobiet w Polsce, niestety wydają roić się od tego typu person. W przypadku
feministek są to zazwyczaj osoby, związane silnie z ruchem LGBT, które agresywnie
manifestują swoją odmienność, mając w pogardzie postawę „szarych ludzi”. Nie
byłoby to tak kłujące w oczy, gdyby nie przerażająca odporność na jakikolwiek
dialog z ich strony. Jest to okaz wybitnej hipokryzji, kiedy to walcząc o równouprawnienie,
tolerancję, zniesienie barier, nie mają poszanowania do środowisk o odmiennym
zdaniu, albo nawet do ludzi stojących po środku. Nie zwracając w ogóle uwagi na
nastroje w społeczeństwie, strzelają w naród ultra-skrajnymi hasłami, które nie
mają szans się zakorzenić, oskarżając potem społeczeństwo o zaściankowość i
zacofanie. Brak im ogłady i subtelności, która też musi występować w dyskursie
na ważkie tematy.
Póki środowiska feministyczne będą zdominowane przez głosy takich jednostek,
nie ma mowy o kompromisie, jakimkolwiek dialogu. Automatycznie więc,
przekreślona jest droga do osiągnięcia przez kobiety jakiegokolwiek celu, gdyż
potrzebna jest na to współpraca, rozmowa i zgoda.
Sufrażystki muszą przewracać się w grobie widząc, jak bardzo rozmienił i
spłycił się ruch kobiet. Wspomniane ultraski
zagubiły gdzieś po drodze rozsądek i po części godność uprawiając taki cyrk.
Wydają się być kompletnie oderwane od rzeczywistości, zacietrzewione w chorych
żądaniach, nie zdając sobie sprawy, że staja się często pośmiewiskiem. Nie
tylko w oczach jajcoposiadających
osobników płci złej, ale i w oczach kobiet. Normalnych, przeciętnych
kobiet, które nie chcą być reprezentowane przez zaślepioną przez nienawiść, panią
z serduszkiem na głowie. Kobiet, które wstydzą się tego, co oglądają w
telewizji.
Stać nas na więcej.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz