TELEDYSKI, KTÓRE TRZEBA OBEJRZEĆ #1



ABY OBEJRZEĆ DOBRY TELEDYSK TRZEBA WYŁĄCZYĆ TELEWIZOR. NIE ZNAJDZIEMY ICH TAKŻE WŚRÓD NAJBARDZIEJ POPULARNYCH FILMÓW NA YOUTUBIE. ISTNIEJĄ SOBIE TAKOWE Z  DALEKA OD GŁÓWNEGO NURTU (ŚMIERDZĄCEGO I PODEJRZANIE BRĄZOWEGO). CZASEM TRZEBA SIĘ ICH NASZUKAĆ, ALE GRA JEST WARTA ŚWIECZKI.




Muzyka broni się sama. Nie potrzebuje obrazu, żeby stać się wartościowszym dziełem. Chyba, że jest papką, którą słyszymy codziennie w Zet, czy Rfm. Wtedy bez kiczowatego i pełnego świecidełek niczym odpustowy jarmark teledysku, ani rusz. 

Poniżej znajdziecie odtrutkę na tę kupę, która jest wam na siłę wciskana. Pierwsza odsłona cyklu mocnych i dobrych teledysków, które trzeba obejrzeć, serwuje na początek siedem filmów, które silnie oddziaływają na te uważniejsze jednostki.







M.I.A. – BORN FREE

 
Mathangi (prawdziwe imię wokalistki) rewolucję ma we krwi – jej ojciec był tamilskim bojownikiem. Nie dziwne, że jej teksty są politycznie oraz społecznie zaangażowane, jak i ona sama. Nie boi się, często kontrowersyjnie walczyć ze złem tego świata, jak i pokazać fakulca podczas finału Super Bowl.

Do spółki z reżyserem, Romainem Gavrasem sporządziła wstrząsające tło do piosenki „Born free”. Efektownie nakręcony teledysk jest surowy, bez żadnych zabiegów wygładzających, do tego przesiąknięty gwałtowną brutalnością gwałcącą niewinność, przez co staje się przejmujący do bólu. W przewrotny, ale i prosty sposób pokazuje jak bezsensowna i przerażająca jest faszystowska nienawiść do drugiego człowieka.
Potrzeba dziś takich filmów, bo zdarza się niektórym zapomnieć, że wszyscy chcemy być wolni.







Vitalic – stamina


Kolejne, mocne trzepnięcie w potylicę, ale z innej mańki. Wciągający jak dobry thriller teledysk oferuje nam ostrą krytykę bezmózgiego dążenia do perfekcyjnej sylwetki. Rozprawia się też z naszymi słabymi charakterami, przez które gotowi jesteśmy sprzedać duszę za Maca.

Pomysłowość twórców teledysku jest oszałamiająca – pokręcona scena po scenie wywołują niezły chaos w mózgu. Historia detektywa, badającego ciężkie do wyjaśnienia zgony grubasów nurza nas ostro przegiętej i ciężkostrawnej rzeczywistości.
Na długo pozostaje w głowie.






Blockhead – the music scene


Po shockerach czas na chwilę wytchnienia wśród dźwięków świetnej piosenki „The music scene”. Nie obejdzie się jednak bez pesymistycznych nut, mimo że teledysk jest feerią soczystych kolorów. Włączając przycisk play zostajemy zabrani na psychodeliczny trip, bez konieczności zażycia garści grzybków. Robiąca ogromne wrażenie animacja i bezbłędnie połączona z każdym, najłagodniejszym dźwiękiem, jest jednocześnie skutecznym narzędziem ukazującym nieuchronną przemianę świata, człowieka i ich nieuchronny koniec.

Wizje te są piękne, ale też przeszywające smutkiem, zmuszające do podjęcia głębszej refleksji. Hipnotyzujący obraz, którego nie powstydziłby się Terry Gilliam.











 
Tom vek – aroused

Jedyny „ładny” teledysk w zestawieniu. Pomysł, aby stadko gładkich i pięknych aktorów wyginało się z petkiem w buzi przed kamerą, może wydawać się nieszczególnie interesujący, wiem. Niemniej zagrało i to prawie bez fałszywych nut. Teledysk jest bardzo zmysłowy i mile łechtający oko, tak, że człowiek nawet się nie obejrzy, a piosenka się kończy i umyka, niczym łania w lesie.

Co prawda, podczas oglądania może razić widzów w pewnych momentach lekkie – nie wiem jak to określić – „przestylizowanie”(?), ale wciąż są to wysoce przyjemne cztery minuty w naszym życiu. Piosnka też wielce zacna jest.








      Gesaffelstein – hate and glory

Ciężka muzyka dja, prosiła się o mocne teledyski z kopnięciem. Prośby zostały wysłuchane i powstał teledysk do „Hate and glory”. O klimacie gęstym jak smoła, pełen mrocznych miejsc, ludzi i zdarzeń. Bezlitosne życie ulicy, pogoń za respektem i szacunkiem, bezwzględność młodocianych gangsterów – kwestie te znalazły swój wydźwięk w groteskowej i przejmującej odsłonie.

Niepokojąca muzyka doskonale się uzupełniają, wywołując raz po raz ciarki na całym ciele, z kategorii tych nieprzyjemnych.








 
Data – don’t sing feat. Benny sings

Moralność mieszkańców przedmieść nierzadko była poddawana w wątpliwość. Może i wiele w tej kwestii zostało już powiedziane, co nie wyklucza jednak, że nie należy się spodziewać dobrego, po teledysku do „Don’t sing”. 

W niecałe cztery minuty udało się twórcom zaprezentować pokaźny szereg portretów członków podmiejskiej socjety. Z pozoru nudne, niczym pomidorowa w poniedziałek, osoby, okazują się w rzeczywistości zwichrowanymi jednostkami o chorych rządzach i fetyszach.
Musimy pamiętać, że wszyscy mamy coś na sumieniu. Każdy skrywa małe grzeszki (albo takie duże).





     
the shoes – drifted

Teledysk na miarę naszych cyfrowych żywotów, gifowe porno i moje ulubione, z ostatnich odkryć. Pomysł na teledysk jest bardzo prosty i tani. Składa się bowiem ze zlepków ikonicznych już gifów oraz memów. Mało skomplikowany koncept, zaskakująco robi duże wrażenie, szczególnie jeśli chodzi synchronizowanie poszczególnych elementów i wybijanie przez nie rytmu piosenki.

Efekt jest zabawny, który to zostaje mocno zabarwiony goryczą przez smutną wymowę piosenki i jej przygnębiającą melodią.

Zastanawiająca jest tylko mała ilość odsłoń na youtubie – w erze 9gaga i tym podobnych powinien to być hicior.







you might also like

najlepsze teledyski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bezdomna

czyli Karolina - wodzirejka na tym dancingu. Zapraszam do bycia bezdomnym kulturowo, bo to naprawdę świetna rzecz. Wino, szmira i kicz to moja dewiza.