NAJLEPSZE DUETY FILMOWE I SERIALOWE




CO MOŻE NAM SPRAWIĆ WIĘCEJ RADOŚCI NIŻ JEDNA WSPANIAŁA POSTAĆ W FILMIE? DWIE POSTACIE! W DWÓJKĘ ZAWSZE RAŹNIEJ, NA EKRANACH RÓWNIEŻ. DOWIEDZCIE SIĘ KTÓRZY AKTORZY NAJLEPIEJ WYPADAJĄ W DWÓGŁOSIE.

Takich zestawień powstało od groma i jeszcze więcej. Zazwyczaj jednak skupiają się na oczywistych do bólu i znanych już każdemu parach ekranowych. Prócz Clarka Gable’a i Vivien Leigh czy Anthony Hopkinsa i Jodie Foster istnieje przecież wiele filmowych oraz serialowych duetów, których sprzężona charyzma i magia wgniata widzów w fotele. Ciężki to orzech do zgryzienia dla twórców filmowych, dobrać odpowiednich ludzi do scenariusza opierającym się na dwóch postaciach głównych. A i dla aktorów odpowiedzialność wielka odtworzyć role tak, aby czuć było przysłowiową chemię, bez nutki fałszu, którą odbiorcy bezbłędnie potrafią wyłapywać. 


Przed wami zestawienie najlepszych - według Bezdomnej - duetów filmowych i serialowych.

Sherlock Holmes i John H. Watson (Sherlock)
Jeden z najsławniejszych duetów w popkulturze i wydawać by się mogło, że wyświechtany do granic możliwości. O dziwo, najnowsza adaptacja książek sir Arthura Conan Doyle’a zdaje się być najświeższą i najciekawszą interpretacją przygód sławnego detektywa.
Benedict Cumberbatch (Holmes) oraz Martin Freeman (Watson) z miejsca skradli serca widzów, szczególnie płci żeńskiej. W Internecie zaroiło się od wyznawczyń tej dwójki, entuzjazmem i aktywnością przypominające dawne groupies. Trudno się dziwić, śledząc losy aktorów w serialu. Z przerabianego na milion sposobów materiału wykrzesali nowe pokłady inteligentnych żartów i emocji, coś czemu naprawdę ciężko się oprzeć. Ich ekranowa przyjaźń wypada niezwykle wiarygodnie, również w rzeczywistości, jeśli zawierzać portalom społecznościowym. Panowie mają świetną frajdę na planie, a my przed ekranami. Mądra i ciepła rozrywka zawsze w cenie.



Vincent Vega i Jules Winnfield (Pulp fiction)
Nic tak nie poprawia humoru jak filmy Quentina Tarantino. No chyba, że mamy do czynienia z Travoltą i Jacksonem w filmie Tarantino – wtedy satysfakcja jest tak duża, że pisz pan trup. Nie od dziś wiadomo, że ów genialny reżyser ma oko do aktorów i casting do jego filmów jest bezbłędny. 
Samuel L. Jackson to klasa sama w sobie, ale kto by przypuszczał, że kojarzony z przestarzałymi musicalami i niskich lotów komediami, John Travolta okaże się obsadowym strzałem w dziesiątkę; że w duecie z Samuelem Jacksonem stworzą nową i niepodrabialną jakość jako wygadani pomocnicy gangstera.
Segmenty z ich udziałem po prostu ociekają zajebistością. Są popisem kunsztu aktorskiego wspomnianej dwójki, jak i talentu scenopisarskiego Tarantino – każdy dialog niesie ze sobą obietnice zabawy w najlepszym stylu.




Fox Mulder i Dana Scully (Z Archiwum X)
Groza i strach przed telewizorem – potem zawał serca w łóżku przy byle szeleście. Lata 90. dały nam jeden z najlepszych seriali-dreszczowców, uwielbiany i czczony przez masy. Prócz przyprawiającej o ciarki fabuły (niektóre potwory weszły na stałe do kanonu straszności) i nieziemsko dobrej czołówki, to para głównych bohaterów była przyczyną niewiarygodnego sukcesu serialu.
Choć poglądy i podejście do pracy mieli zdecydowanie różne, rozumieli się bez słów. Nie brakowało docinków, wzajemnego trollowania się i kłótni, ale wzajemny szacunek do siebie bił z każdego ich spojrzenia. Relacja Muldera i Scully nie wyzbyta była pikanterii – widzowie z odcinka na odcinek czekali, aż para agentów w końcu się spiknie. Nie inaczej jest w nowych odcinkach. I oby tak zostało do końca. I want to believe.



Bruce Campbell i Sam Raimi

Ta dwójka jest idealnym dowodem na to, że bez wielkich funduszy, ale z bujną wyobraźnią i dobrym pomysłem można osiągnąć coś pięknego. W tym wypadku chodzi o Martwe zło. Historia tego filmu brzmi jak marzenie przynajmniej połowy z nas – za jakieś śmieszne grosze, dwójka przyjaciół kręci film, który z miejsca staje się dziełem kultowym. Pewnie by się ta sztuka nie udała, gdyby nie dwójka odpowiednich ludzi w odpowiednim miejscu i o właściwym czasie. Sam Raimi wykazał się jako pomysłowy reżyser i wirtuoz scen przemocy, z kolei Bruce Campbell w locie łapał instrukcje przyjaciela, dodając do roli wiele swojego osobistego uroku i poświęcenia. 

Lubię sobie tłumaczyć, że w głównej mierze, to dzięki przyjaźni i tym samym głębokiemu, wzajemnemu zrozumieniu, Martwe zło okazało się wielkim sukcesem. W wielu kwestiach był to film nowatorski, który przełamywał pewne konwencje, a do tego trzeba przecież odwagi. Razem się wspierając i dobrze przy tym bawiąc, Campbell i Raimi nakręcili jeden z najlepszych horrorów wszech czasów.




Ellen Ripley i Obcy (seria obcy)

Alien jaki jest każdy widzi – doskonałe w każdym calu widowisko SF, które jest tak dobre, że nawet amerykański rząd uznał je za dziedzictwo kulturalne mające być troskliwie chronione dla kolejnych pokoleń. Coś nowego zatem powiedzieć o filmie jest ciężko i na siłę nic nie będę wam wciskać. Niemniej jednak niewiele osób zwraca należytą uwagę na duet Ripley/Obcy. Ich relacja ofiary oraz oprawcy jest na pierwszy rzut oka przejrzysta i klasycznie prosta – zły potwór ściga babę. Im dalej jednak w fabułę i cały cykl o Obcym, tym widzimy jak ta więź staje się coraz bardziej dziwna i pokręcona (w czwartej odsłonie serii zamienia się to w prawdziwe kuriozum). Dzięki Ripley odkrywamy, że w Alienie, prócz morderczych zamiarów istnieją cechy, których nie spodziewalibyśmy się u potwora wypełnionego żrącym kwasem. Zaś Ellen w starciu z wrogiem uwalnia z siebie dziką i zwierzęcą wręcz wolę życia i walki o przetrwanie. Ale nie tylko. Ta urocza para do zaoferowania o wiele więcej.



Sterling Archer i Malory Archer (Archer)


Zupełnie nie rozumiem braku większego zainteresowania tym serialem! Bezkompromisowe poczucie humoru, które bez pardonu wali swoimi gagami prosto po gębie. Absurd hulający na maksymalnych obrotach, tak że widz po jakimś czasie nie wie jak się sam nazywa. Wreszcie doskonała satyra filmów szpiegowskich, jak i współczesnej popkultury. Ten kto nie zna – niech żałuje i szybko naprawi swój błąd. Tytułowy bohater, zblazowany szpieg o pseudonimie Księżna jest wrednym i złośliwym sk*rwielem, o czym przekonujemy się zaraz na początku. Jakikolwiek wpływ na Księżną ma tylko jego matka, a zarazem szefowa, Malory Archer. Ta z kolei jest nadużywającym alkoholu i uszczypliwym babsztylem. Rozmowy tej dwójki – balsam dla uszu, duszy i cokolwiek jeszcze tam macie. Archer to totalna jazda bez trzymanki, a dzięki tej dwójce okraszona ostrymi jak brzytwa dialogami. Wybitny dubbing dopełnia i tak już świetne wrażenie. Sterling i Malory – they’re gonna make your day.





Detektywi Marty Hart i Rust Cohle (True detective)
Para świeżynek w zestawieniu. Serial zrobił furorę w świecie widzów i krytyków filmowych. Zewsząd padały ochy i achy nad realizacją, doskonałym scenariuszem, umiejętnym budowaniem napięcia i tak dalej. Chwalono także świetne role Matthew McConaugheya oraz Woody’ego Harrelsona. Czas, aby pochwały posypały się i z mojej strony, oczywiście podkreślając wspólną pracę dwójki aktorów.
Dawno, w żadnym serialu nie widziałam, aby tak „zażarło” między odtwórcami głównych ról. Na pewno jest tak w dużej części dzięki scenariuszowi, który odcinek za odcinkiem ukazuje nam skomplikowaną przyjaźń między dwójką detektywów. Wszelkie laury należą się również aktorom, za ich głębokie zaangażowanie i wczucie się w role, za totalne rozpracowanie i zrozumienie granych przez nich postaci. Widz z miejsca czuje, że ma do czynienia z aktorstwem na najwyższym poziomie.

Przed premierą, niikt nie spodziewał się takich efektów, nawet twórcy serialu, umieszczając go w czasie antenowym przeznaczonym dla „średniaków”. Zaś duet McConaughey-Harrelson nie do końca odpowiadał hollywoodzkim standardom atrakcyjności, a tym samym sprzedawalności i mało kto przypuszczał, że będą to wkrótce najgorętsze nazwiska na małym ekranie.



Follow my blog with Bloglovin

you might also like

najlepsze duety serialowe i filmowe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bezdomna

czyli Karolina - wodzirejka na tym dancingu. Zapraszam do bycia bezdomnym kulturowo, bo to naprawdę świetna rzecz. Wino, szmira i kicz to moja dewiza.