NAJLEPSZE Z NAJGORSZYCH - ŚMIETANKA FILMÓW KLASY B




ZANURZMY SIĘ W BAGNIE PRZEMYSŁU FILMOWEGO, ABY DOTKNĄĆ JEGO ABSOLUTNEGO DNA. CZYTELNIKÓW UPRASZA SIĘ O WYŁĄCZENIE MÓZGÓW LUB WZIĘCIE ZASTRZYKU KOŃSKIEJ DAWKI ZDYSTANSOWANIA I ŻYCZY SIĘ UDANEJ ZABAWY.



Istnieje świat, w którym tamowanie krwi kartą kredytową i taśmą klejącą nie jest dziwne, a co więcej działa. Świat, gdzie bombą można rozsadzić tornada, a rekiny pływają w wodzie o głębokości kałuży. Panie, ze sztucznymi piersiami wielkości wyrośniętych melonów i niegrzeszące jakikolwiek rozgarnięciem, zostają naukowcami i lekarzami. Brak logiki, łamanie podstawowych praw fizyki, w końcu rżnięcie zdrowego rozsądku bez wazeliny. W skrócie – świat absurdu, głupoty u zabawy na najniższym poziomie. Wszystko to i o wiele więcej znaleźć można w filmach klasy Z, albo i bezklasowych (bo są wytworami tak żałosnymi, że nie zasługują na literkę z alfabetu.





ALE O CO CHODZI


          Jeszcze jakiś czas temu, na tego typu filmy natrafiało się przypadkiem. Zabłąkał się taki „Atak mega karaczanów”, albo inne „Zabójcze ryjówki” na którejś ze stacji późnym wieczorem i zdumieniu nie było końca. Jak to możliwe, że tak głupie, żałośnie nakręcone i boleśnie zagrane filmy w ogóle istnieją? Zaraz jednak po seansie, zapominało się tytułu, marnej fabuły i raczej wszystkiego związanego z oglądniętym filmem-potworem – poza niesmakiem, ale i rozbawieniem (zazwyczaj). 

        Nie tak dawno, raptem kilka lat temu, pozycja filmów spod znaku „Zy” (bo tak je lubię nazywać) znacznie się umocniła. Nie wiadomo, czy to za sprawą wszechwładnych Internetów, gdzie wszelkie dziwactwa i rzeczy-śmieszne-inaczej są niezwykle popularne, czy też może dzięki przekomicznemu, niedorzecznemu i wprost niewiarygodnie tępemu filmowi, jakim jest Rekinado (Sharknado), który jednak niesłychanie zdobył znaczną popularność. Ciężko mi wchodzić w rolę eksperta, gdyż jestem raczej fanką niż profesjonalnym krytykiem, ale prócz wyżej wymienionych powodów nasuwa mi się jeszcze jeden czynnik nakręcający ten szał. A mianowicie The Asylum. 


THE ASYLUM

          Tą tajemniczą i - jakby nie patrzeć - kozacką nazwą posługuje się pewna wytwórnia filmowa, powstała w 1997 r. i odpowiadająca za wiele, jeśli nie za większość, niedawno wypuszczonych, najgorszych filmowych wytworów. The Asylum cyklicznie wypuszcza coś w stylu „Megaszczęki kontra megamacki”, podczas oglądania którego widz nie wie, czy ma podcinać sobie żyły widząc wręcz groteskowo tanie i obrażające oczy efekty specjalne, czy też zgłosić się do psychiatry słuchając dialogów napisanych – najwyraźniej - przez Gosię Andrzejewicz. Jednakże, jak zostało wspomniane wcześniej, trendy się zmieniły i takie filmy zaczęły bawić, interesować, co więcej – zaczęto ich wyszukiwać, pożądać, rozkładać na czynniki pierwsze, aż doszło do tego, że niektóre stały się filmami kultowymi. Oczywiście z „Rekinado” na czele. Im więcej kiczu, absurdu i tępoty, tym lepiej i śmieszniej. Znam to, bo sama w tym siedziałam. Był to dziwny okres w moim życiu, kiedy razem, ze współlokatorką ze studiów, codziennie oglądałyśmy każdy film Zet, jaki nam wpadł w ręce. Każdy. Zabawy nie było końca – na początku. Po trzecim tygodniu intensywnego oglądania moje lewe oko zaczęło nerwowo tikać, nie mogłam skupić się na jednoczesnym myśleniu i robieniu czegoś, a jeśli się już o to pokusiłam, to z ust zaczynała kapać mi ślina. Ogólnie – spaliłam sobie trochę mózgu, ale stwierdzam, że było warto.



Szkoda nie wspomnieć, w ramach dygresji, że historia producentów z Asylum to znacznie więcej niż upośledzone horrory. Wytwórnia stała się sławna dzięki bezczelnemu kopiowaniu największych blockbusterów, tworząc  tak zwane mockbustery. Każdy z was kojarzy filmy „Transformers”, lub „Piratów z Karaibów” nawet jeśli ich nie oglądał. Potencjał zarobkowy tych marek wydaje się niewyczerpany, z czego doskonale zdaje sobie sprawę Asylum. Pod łudząco podobnymi tytułami, o zbliżonej dacie premiery oryginalnego dzieła wypuszczają swoje filmy. Oczywiście tysiąc razy głupsze, milion razy gorzej zagrane i miliard razy mniej efektowniejsze. „Transmorphers”, „Węże w pociągu”, „Dzień, w którym ziemia zamarła” i „Piraci z wyspy skarbów” to tylko niektóre z morza zrzyn. Mimo licznych procesów sądowych, wytoczonych przez gigantów Hollywood i wielu w nich przegranych, The Asylum dumnie trzyma się swego niechlubnego biznesplanu i dalej tworzy małe, zdegenerowane dziełka, ku uciesze mojej i podobnym mi wieśniakom.

Przypomnę, że nie jest to jedyny producent filmowej szmiry. Konkurentów jest sporo i są  oni bardzo żywotni, toteż kanał TV Puls nie musi się martwić o ramówkę. O historii zaś filmów złych można powiedzieć, że trwa nie wiele krócej niż historia samej kinematografii (klasykę również znajdziecie w poniższej liście). Filmy klasy najgorszej były, są i powstawać będą bawiąc, wprawiając w zniesmaczenie i niedowierzanie.




Poniżej znajdziecie zestawienie absolutnych perełek wśród najgorszych filmów. Oglądnijcie je w dużych odstępach czasowych, ze względu na występowanie raczej niepożądanych skutków ubocznych.



  • TITANIC 2 (2010)
    Jeżeli ktoś myślał, że istnieją jakieś granice głupoty to ten film może wyprowadzić go z błędu. Już sam pomysł jest niedorzeczny. No bo serio - Titanic dwa?! Kto odważył się w ogóle podejść do tego tematu nie obawiając się kompletnego ośmieszenia? Kto wykazał się niewiarygodnym brakiem wyobraźni? Shane Van Dyke, ot kto. Reżyser, scenarzysta, aktor, ale i prawdziwy książę kina klasy B/Z, aktywnie współpracujący z The Asylum. A Titanic II jest jednym z owoców ich kooperacji. O fabule i tym, co wyprawia się na ekranie, opowiadać nie chcę i nie będę, ponieważ wszelkie słowa byłyby zawodne. To trzeba zobaczyć samemu. Powiem tylko tyle, że podczas seansu jest tyle śmiechu, że przepona, żuchwa, wszystko ogólnie, z miejsca idzie do wymiany.


  • ATAK MEGA KARACZANÓW/CAVED IN (2006)
    Polski tytuł miażdży niczym kleszcze chrząszcza-giganta. Nie wiem co ćpają tłumacze filmów na język polski, ale chętnie bym spróbowała. Głupota i debilizm nie są tu aż tak rozbuchane, ale wciąż jest to bardzo durny film. Sam pomysł na fabułę jest niedorzeczny - w sieci jaskiń, do której trafiają bohaterowie grasują olbrzymie karaczany (podobne to do karaluchów). Do tego pomiędzy uciekaniem przed robalami wpleciony jest wątek sensacyjny, który dzięki swemu przerysowaniu i braku logiki jest nieustającym źródłem głupkowatego rechotu widza. Głównym powodem, dla którego umieściłam Karaczany na liście są aktorzy. Mój boże, co za gratka. Zarówno główni bohaterowie, czyli rodzina Palmerów, jak i bandziory urządzają  chyba zakłady, komu uda się najgorzej zagrać. Ciężko stwierdzić kto wygrywa, bo wszyscy koncertowo to pieprzą. Polecam!


  • REKINADO/ sharknado (2013)
    Co tu dużo pisać - rekiny przemieszczające się w tornadach i spadające niczym deszcz na Los Angeles. Kolejna perła od Asylum, która przebojem zdobyła serca widzów i oszukała swój los - będąc produkcją direct-to-video, na fali popularności doczekała się premiery w kinie.
    Bezczelny twór filmopodobny, najczystszy destylat kina klasy Z.


  • THE ROOM (2003)
    Obowiązkowa pozycja we wszelkich zestawieniach najgorszych produkcji filmowych. Napisany, wyreżyserowany, zagrany i wyprodukowany przez jedną, rozkochaną w sobie osobę, a mianowicie Tommy'ego Wiseau. Skąd on się wziął - nie wiem i boję się pytać. Dziwaczny, pokraczny i niezręczny Tommy nauczy Was co to znaczy życie, miłość i zdrada.


  • Megarekin kontra krokozaurus/ megashark vs Crocosaurus (2010)
    Ewenement wśród filmów klasy B/Z, ponieważ jest swego rodzaju superprodukcją, oczywiście według standardów swojego podwórka. Kilkunastu więcej statystów niż dotychczas, efekty specjalne droższe o pięćset dolarów, urozmaicona scenografia (użycie materiałów innych niż kartonowe). Jest głośniej, poważniej, bardziej wybuchowo, ale wciąż jest to jeden z najgorszych i śmieszniejszych filmów jakie powstały.


  • Filmy o chupacabrze
    Co to jest Czupakabra? Ano jest to legendarne, gadopodobne zwierzątko, które z hiszpańskiego dosłownie brzmi wysysacz kóz. Filmowcy dojrzeli w tym potencjał na horror i zalali nas potokiem produkcji o tym stworze (El Chupacabra, Legena Chupacabry, Mroczne otchłanie itd.). Absurd, goni absurd, aktorzy miotają się po planie nie wiedząc co mają ze sobą zrobić, a efekty specjalne są specjalnej, ale troski - czyli wszystko czego nam trzeba do świetnej zabawy. Doskonale nadają się do nocnych maratonów z browarkami i skrętami w tle.



  • Zły mózg z kosmosu (1964)
    Staroć, ale i prawdziwa klasyka. Do tego kolejny tytuł tak groteskowy, że aż łezka się w oku kręci. Jest to amerykańska produkcja powstała na podstawie trzech japońskich filmów, opowiadająca o mózgu złego naukowca, chcącego przejąć kontrolę nad światem. Główny bad guy jest tak osobliwy, że nie dziwota iż zapisał się w historii kina. Część ciała-terrorysta - to się w dzisiejszym kinie nie zdarza.


  • Klątwa doliny węży (1987)
    Co jak co, ale Polacy złe filmy potrafią kręcić. Jesteśmy w tym rzemiośle prawdziwymi fachmistrzami. Ta szczególna sztuka udaje się wyjątkowo dobrze, gdy na tapecie są takie gatunki jak science-fiction, horror, czy film przygodowy. Wszystkim po trosze jest Klątwa doliny węży, polsko-radziecka produkcja, która przyczyniła się do wzrostu sprzedaży mikserów - ludzie, po obejrzeniu desperacko chcieli wydłubać sobie oczy, aby już nigdy nie zobaczyć nic podobnego.
    Definicja kiczu, tragiczne efekty specjalne i dialogi tak suche, że
     
    słuchając ich trzeba liczyć się z natychmiastowym odwodnieniem.


  • Dwugłowy rekin atakuje/ 2-headed shark attack (2012)
    Znowu rekin. Albo twórcy filmowi cierpią na kompleks Spielberga i zawrotną karierę Szczęk, albo jednogłośnie uznali, że wyeksploatują rekiny na każdy możliwy sposób, bo to najstraszniejsze zwierzęta na świecie, koniec kropka.
    Historia jak to w horrorach bywa, opowiada o młodych ludziach w niebezpieczeństwie. Grupa studentów, wyglądająca raczej jak grupa aktorów porno czekających na gangbang (wśród nich Carmen Electra, wygasła już gwiazda, której bliżej do babci, niż studentki, ale można i tak) zostaje zaatakowana przez wielkiego, dwugłowego rekina.
    The Asylum uznało, że film był na tyle popularny, że trzeba nakręcić kontynuację. I zgodnie z zasadą, mówiącą o tym, że sequele mają być mocniejsze i straszniejsze, kąsa nas z ekranu nie dwugłowy, lecz trzygłowy rekin! Trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam.


  • Alone In the dark (2005)
    Uwe Boll, reżyser tego "dzieła" nazywany jest następcą Ed Wooda – najgorszego filmowca wszech czasów. Nie są to przesadzone słowa, bo za jakikolwiek weźmie się scenariusz, przemienia go w – za przeproszeniem – niewyobrażalne gówno. Nie inaczej jest z Alone In the Dark. Ekranizacja gry komputerowej, która nie ma nic wspólnego z pierwowzorem, gwałci umysły widzów swoją tępotą i chamskim wykonaniem.
    Film tak zły, że już nie śmieszy, a wkurza. Jest tak źle.
    [na YT dostępny jest tylko trailer z niemieckim dubbingiem - jeżeli szukacie definicji piekła, to znajdziecie ją poniżej <3]




Oto lista najgorszych filmów według kryteriów Bezdomnej. Macie swoje typy? Coś Wam nie pasuje w zestawieniu? Chcecie wytknąć błędy? Zapraszam do dyskusji.

you might also like

najgorsze filmy na świecie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bezdomna

czyli Karolina - wodzirejka na tym dancingu. Zapraszam do bycia bezdomnym kulturowo, bo to naprawdę świetna rzecz. Wino, szmira i kicz to moja dewiza.