NIE NA TEMAT #3 - DLACZEGO POLSKI KABARET SSIE




Jakże miło i przyjemnie pośmiać się z 
gagów mało zobowiązujących intelektualnie. Byłoby wspaniale, gdybyśmy mieli ku temu możliwość. Niestety, w większości, polskie kabarety wywołują raczej płacz niż szczery śmiech. Dlaczego tak się dzieje? O tym przeczytacie poniżej.



Od dobrych kilku lat, myśl o polskim kabarecie wzmaga (wśród licznych) tendencje samobójcze. Poziom widowisk komików budzi zazwyczaj jeno litość i zażenowanie. Doszło do tego, że żarty Karola Strasburgera, w porównaniu z występami kabareciarzy, jawią się jako błyskotliwe i prześmieszne figle słowne. Zamiast zaśmiewać się bez reszty przed telewizorem, czy na żywo, na wszelakiej maści festiwalach, zgrzytamy zębami przyglądając się temu ceremoniałowi przaśnej rubaszności, który nie wywołuje nawet bladego uśmiechu.

Czas, aby trochę ponarzekać. W końcu, aby coś poprawić, należy najpierw zastanowić się co jest nie tak. Przyjrzyjmy się więc, krytycznym okiem, polskiej scenie kabaretowej i oceńmy dlaczego nie ma nic wspólnego z rozrywką.



Oto  jej 4 grzechy główne:




1. KABARECIARZE MAJĄ PUBLICZNOŚĆ ZA BANDĘ PRZYGŁUPÓW
Wychodzenie z założenia, że średni iloraz inteligencji ludzi oglądających szoł nie przekracza IQ orzeszka ziemnego, automatycznie prowadzi do zaniżania starań w przygotowywaniu skeczy. I nie byłoby się do czego przyczepić, gdyby założenie to było prawdziwe. Ale nie jest. Owszem, kabaret to nie opera, a raczej rozrywka dla przeciętnego Kowalskiego, więc oczekiwania mogą być zaniżone. Taki Kowalski jednak ma swój rozum i jakkolwiek komicy starają się tego nie zauważać, potrafi odróżnić coś wartościowego, od gówna w kolorowym papierku. Wśród kabareciarzy, jak na dłoni widać brak głębszego i poważniejszego zaangażowania w tworzenie żartów. Scenariusze do scenek, pisane na kolanie i maszynowo, są w większości wypełnione sucharami tak płaskimi, jak, nie przymierzając, klatka piersiowa dwunastolatka. Jesteśmy katowani oklepanymi do bólu tematami, które nie są śmieszne teraz i które prawdopodobnie nigdy nie były. Pomijając już skrajną nudę i absolutny brak wyczucia, jest to oznaka totalnego olania widza. Aż dziw człowieka bierze, że nikt nie zaczął ich bojkotować, chociażby za obrażanie inteligencji odbiorców.




2. OD LAT TE SAME TWARZE, A MŁODA KREW NA YOUTUBIE
Jak to możliwe, że przez tyle lat, jesteśmy zmuszeni oglądać wciąż te same grupy kabareciarzy, mimo że nie spełniają swojej podstawowej funkcji? Jest to zagadka na miarę zaginionej Atlantydy. Na dobrą sprawę przecież, ktokolwiek mógłby ich zastąpić, bo tak bardzo są nie śmieszni. Czy naprawdę nie ma gdzieś tam, ludzi z ożywczymi pomysłami i jajami na ich miejsce? Oczywiście, że są. Ale nie chcą mieć nic wspólnego z tym zamulonym bagienkiem. A znaleźć ich można w Internecie (co byśmy zrobili bez niego). Młode pokolenie komików, prężnie podbija Youtube’a i serca widzów wypuszczając do sieci skecze, które oferują wszystko to, czego emeryci z TVP 2 nigdy nie byli w stanie nam dać. Wiadomo, nie można bezkrytycznie spuszczać się nad tym zjawiskiem, bo i tam zdarzają się buble. Niemniej, jeżeli chcemy świeżości w rozrywce, nie kupujemy biletów na koszaliński festiwal kabaretowy, lecz otwieramy odpowiednią zakładkę na YT.


Mietek Mietczyński i Maciek Dąbrowski - jedni z najzabawniejszych na YT


Grzechem byłoby nie wspomnieć tu o strachu, jaki czują starzy kabareciarze przed młodą konkurencją. Może oglądaliście pamiętny odcinek programu Kuby Wojewódzkiego, w którym to prowadzący wraz z kabaretem Ani Mru Mru, prześcigali się w obrażaniu młodych, internetowych twórców. Niewiarygodny i jeden z najbardziej widowiskowych strzałów w stopę, jakie widział świat. Najlepiej skomentowali to chłopcy z Make Life Harder:

Jak dla nas możecie dalej odpierdalać manianę na Mazurskiej Nocy Kabaretowej i bawić do łez naszych dziadków. Możecie opowiadać dowcipy o policjantach w domu seniora w Zawierciu, a Pan Kuba może się dalej ubierać w Zara Kids i udawać, że jest głosem młodego pokolenia. Mamy to w dupie. Ale pogódźcie się z tym, że świat poszedł naprzód, poczucie humoru się zmieniło i Internet to nie jest już piaskownica, w której dzieci lepią babki z gówna. Internet to jest coś takiego, co już niedługo zabierze wam pracę, wyniesie na strych, a jak będzie miało ochotę, to jeszcze po drodze przyliże się z waszymi żonami.
Leśne dziadki nie mogą pogodzić się ze zmianami (IX sezon, 26 odc.)


3. BRAK ODWAGI DO MOCNYCH SKECZY
Życzę nam wszystkim, abyśmy doczekali się w końcu kogoś z jajami, na miarę Georga Carlina, albo Louisa C.K. Póki co, musimy męczyć się z parówkami, które przez to, że zazwyczaj występują w telewizji publicznej, są uwiązani polityczną poprawnością i wszelkich kontrowersji  boją się jak ognia. Szczytem odwagi i braku hamulców w polskim wydaniu to głośne wypowiedzenie „kurwa”. Kabareciarze raczą nas smaczkami o żulach, suchymi kawałkami o polskiej polityce, bezceremonialnie zerżniętymi z portali typu Jeb z dzidy, czy żartami o relacjach damsko-męskich, które aktualne były może z trzydzieści lat temu. Po prostu czyste szaleństwo i jazda bez trzymanki. Niemal każdy z nich boi się wystawić na szwank swoją reputację, prawdopodobnie przez to, aby nie stracić intratnych sposobności grania do kotleta, na różnego typu konferencjach firmowych, czy zjazdach integracyjnych. Dlatego zamiast ostrych i mięsistych skeczy na intrygujące nas tematy, dostajemy rozgotowaną papkę o masie rażenia wykastrowanego kota z wypiłowanymi pazurkami.

Co prawda, stand-up w Polsce ma się coraz lepiej , głównie za sprawą młodych, których tematy tabu przyciągają jak magnes. Czekać tylko, aż dostaną się do głównego nurtu i skruszą zatwardziały beton, bo póki co nadają z bocznych torów.


4. PUBLIKA SAMA SOBIE WINNA
Przewiny kabareciarzy są wielkie i nie do wybaczenia. Sporą cegłę pod obecną sytuację dołożyła też publiczność, godząc się na zastany układ. Chcąc się w końcu dobrze wybawić, nie możemy przyzwalać na barbarzyńsko niskie standardy, które panują. Zupełnie serio, namawiam wszystkich do bojkotu polskiego kabaretu. Czasy wąsatych Januszy przeminęły i nie chcemy być z nimi utożsamiani. Bandy sztywnych dziadów, popisujących się prostackim poczuciem humoru dawno powinny być skazane na banicję ze świata rozrywki; przepędzeni batogami, tak srogo, żeby na zawsze mieli wybite z głowy jakiekolwiek śmieszkowanie.

Zamiast z nudów włączyć po raz pięćdziesiąty skecz o Mariolce, czy moherach, pogrzebmy w Internecie w poszukiwaniu młodych stand-upowców. Istnieje realna i przede wszystkim
zabawna alternatywa dla tych wszystkich drętwych pierdzieli, kreujących siebie samych na prześmiesznych komików. Czas im pokazać, że ich panowanie się skończyło. Że jako widzowie zasługujemy na wiele więcej i że nie będziemy dawać się więcej zapychać tanimi żartami spod sklepu monopolowego.



niektórzy nie wiedzą, kiedy zejść ze sceny

you might also like

polski kabaret

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bezdomna

czyli Karolina - wodzirejka na tym dancingu. Zapraszam do bycia bezdomnym kulturowo, bo to naprawdę świetna rzecz. Wino, szmira i kicz to moja dewiza.