AKTOR - LEGENDA I NAJBARDZIEJ WYLUZOWANY CZŁOWIEK NA ZIEMI - BILL MURRAY


Jest kilku aktorów na  świecie, którzy swoim urokiem osobistym i niewyparzonym językiem, jakby od niechcenia podbijają serca szerokiej publiczności. Sławy i chwały przysparzają im nie tylko role w filmach i spacery po tych cholernych, czerwonych dywanach, ale i dowcipne wypowiedzi, kontrowersyjne wywiady, czy zawadiacki styl bycia. Chodzi mi tu o takich gagatków jak chociażby Robert Downey Jr, na widok którego widok piszczą nie tylko rumiane panienki (panowie również). Całkiem niedawno, podobną estymą cieszył się także kulawy doktor, czyli Hugh Laurie. Czy ostatnimi czasy Ryan Reynolds, spijający słodki nektar uwielbienia, za sprawą bijącego rekordy popularności Deadpoola.


Mnie z kolei, zawsze będą uginać się nogi dzięki wdziękom Billa Murray’a. Nieco zakurzony aktor, zepchnięty na boczny tor szołbiznesu, w głównej mierze za sprawą dojrzałego wieku (wielkimi krokami zbliża się do siedemdziesiątki), podczas gdy w latach 80. miał wszystko. Cenione występy w Saturday Night Live, świetnie przyjęte role w komediach (Golfiarze, Tootsie) i przede wszystkim wielki sukces Pogromców duchów – z byłego studenta medycyny stał się wielbionym komikiem i aktorem komediowym. 


Późne lata 90. nie były już tak łaskawe dla Billa i po serii filmów-niewypałów (Kosmiczny Mecz, co za koszmar) zmuszony był odpuścić dalszy szturm na Hollywood. Dlatego jakże powinniśmy być wdzięczni niejakim dwóm reżyserom za wskrzeszenie jego kariery. Mowa tu o Wesie Andersonie i Sofii Ford Coppoli. Wygrzebali boskiego Billa z odmętów zapomnienia i kiepskich filmideł dając mu do odegrania ambitne role, na które zawsze zasługiwał. I tak, począwszy od Rushmore poprzez Między słowami, a na Kochankach z Księżyca kończąc posypała się lawina nominacji i nagród oraz nagłego wśród widzów spostrzeżenia, że przecież grzechem było zapominać o Billu Murray’u! 


Poniżej znajdziecie kultowego aktora w sześciu, mniej lub bardziej znanych odsłonach. 6 soczystych powodów, dla którego powinniśmy go uwielbiać jeszcze mocniej i korzystać z jego talentu jak z niewyczerpanej kopalni poczucia humoru nie do podrobienia. Nie będę wymieniać filmów, które warto obejrzeć z jego udziałem, bo jaki jest tego sens, skoro każdy może wejść na Filmweba. Zwracam tu raczej uwagę na najlepsze sceny i dialogi, które nierzadko improwizuje. Pokażę Wam również jego wielki dystans do siebie i świata, a także dlaczego, gdy mówimy o Billu Murray'u, mówimy o legendzie.



1. GORZKA PRAWDA Z DNIA ŚWISTAKA
Słowa wypowiadane w tej scenie nie należą do najprzyjemniejszych. Ale cały czar Billa, jego czarna jak smoła ironia i wdzięk sprawiają, że łykamy gładko, nawet najciężej strawne kawałki i prosimy o więcej.



2. SCENA KRĘCENIA REKLAMY W MIĘDZY SŁOWAMI

Kocham ultra krępujące momenty i sceny, w których tylko jedna ze stron ma  pełną świadomość niezręczności i tapla się w pokładach zażenowania. Uwielbiam wręcz, gdy filmowcy podejmują się obserwacji dziwacznej obyczajowości Japończyków z przymrużeniem oka. Wszystko to i jeszcze więcej otrzymujemy w genialnej scenie kręcenia reklamy whiskey, w której główny aktor wyśrubował na maksa wszelkie niuanse w scenariuszu.
Obejrzyjcie sami: 



3. NIESAMOWITA INTERAKCJA Z FANAMI

Nie ma chyba drugiego aktora, który równie chętnie i bezpretensjonalnie trzymałby sztamę ze „zwykłymi” ludźmi. W sieci pełno jest anegdotek o pełnym luzu podejściu do fanów, przechodniów i ludzi w ogóle. Są szczęśliwcy, którzy – wszystko przed przypadek - śpiewali z nim na karaoke, słuchali rad małżeńskich na wieczorze kawalerskim, czy grali w kosza. Jedna z najciekawszych i najśmieszniejszych akcji miała miejsce w Starbucksie, w którym pewien facet zostawił omyłkowo laptopa, a gdy po niego wrócił okazało się, że używa go Bill Murray. Zszokowany nie przerywał aktorowi użytkowania i wpadł w jeszcze większy szok, gdy aktor w końcu zwrócił sprzęt gościowi mówiąc, że i tak nikt nie uwierzy mu w tę historię. I jak tu go nie kochać?

po prawej, Bill na premierze  filmu St Vincent, mimo ulewnego deszczu i zawieszenia ceremonii wyszedł na spotkanie z fanami

4. POTRAFI ŚMIAĆ SIĘ Z SIEBIE SAMEGO JAK NIKT

Wielu chwali się dużą dawką dystansu do siebie, umiejętnościami autoironii i podobnymi zaletami. Mało kto faktycznie wciela to w życie, a jeszcze mniej robi to bez grania pod publikę. Bill Murray odkąd stał się znany szerszemu gronu sam sobie doprawia rogi i puszcza oczka, w każdej możliwej sytuacji. Trolluje samego siebie z równym zacięciem co wszystkich dookoła. Podczas gdy od niektórych hollywoodzkich śmieszków na kilometr czuć fałsz i pretensjonalność, Bill Murray pozostaje sobą i jest po prostu autentycznie zabawny. 
Bill, kiedy gościł u Lettermana zawsze pojawiał się w przebraniu. każdy dziwaczniejszy od poprzedniego

5. MIMO SŁAWY MA BARDZO POUKŁADANE W GŁOWIE

Owszem, jest nieco ekscentryczny (lekko zbzikowany wręcz), ale sprawy najistotniejsze, to znaczy wartości i podejście do życia ma jak najbardziej na miejscu. W rzadkich chwilach powagi, w przerwach od zgryw Bill Murray jawi się jako mądry i serdeczny człowiek, mający wiele do przekazania. Mnie najbardziej u niego ujmuje jedno - mimo, że wyśmiewa ludzi, parodiuje ich nieustannie, żywi przy tym do nich ciepłą życzliwość i zrozumienie.
Poniżej część wywiadu z jego udziałem. Jest poważniej niż to zwykle z Billem bywa, ale i wartościowo.




6. SCENA W DOMU BILLA MURRAY’A, ZOMBIELAND

Kto oglądał, ten wie o co chodzi, zaś ci, których to ominęło – warto! Płakałam i turlałam się po posadzce ze śmiechu,  szczególnie przy ostatniej scenie z udziałem Billa, Eisenberga i dubeltówki.

Nawiasem mówiąc, Bill Murray w Zombielandzie gra samego siebie i to też potwierdza jego status – widzowie kochają go tak bardzo, że nie musi nikogo grać. Wystarczy, że po prostu pojawi się w filmie.




Bill Murray wielkim aktorem i człowiekiem jest. A Wy za co go kochacie? A może jakimś cudem spotkaliście go na żywo? Dzielcie się w komentarzach anegdotami i filmami, bowiem Billa nigdy nie dość.

you might also like

kultura

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bezdomna

czyli Karolina - wodzirejka na tym dancingu. Zapraszam do bycia bezdomnym kulturowo, bo to naprawdę świetna rzecz. Wino, szmira i kicz to moja dewiza.