WSZYSTKO O FRIENDZONE I JAK Z TEGO WYJŚĆ


TAK JESTEŚMY SKONSTRUOWANI, ŻE WOLIMY DZIAŁAĆ W DWÓJKĘ NIŻ SOLO. BYŁOBY IDEALNIE, GDYBY KAŻDY MĘŻCZYZNA CHODZIŁBY Z PIĘKNĄ NIUNIĄ PO KWADRACIE, A DZIEWCZĘTA CZUŁYBY SIĘ WYJĄTKOWE, NICZYM PANIE PODRYWANE PRZEZ ZENKA W TELEDYSKACH AKCENTU. NAJPIERW JEDNAK TRZEBA MIEĆ TĘ DRUGĄ POŁÓWKĘ. I TU ZAZWYCZAJ ZACZYNA SIĘ KOSZMAR. W ZATRWAŻAJĄCO WIELU PRZYPADKACH NA IMIĘ MU FRIENDZONE.


Co to w ogóle jest ten friendzone? Wyobraźcie sobie, że macie przyjaciółkę/przyjaciela lub po prostu w miarę bliską osobę, do której po pewnym czasie zaczynacie czuć coś poważniejszego. Coś, co ciężko rozpatrywać już jako kumpelską sztamę, a raczej jako przysłowiowe motyle w brzuchu (nie rozumiem do dziś, w jaki sposób owady w układzie pokarmowym stały się metaforą romantycznych uniesień). W głowie nasilają się słodkie projekcje wspólnego spędzania dni, nocy, w końcu całego życia. Zaczynacie o nich myśleć w pracy, podczas obiadu oraz z podejrzaną intensywnością pod prysznicem. I nie byłoby to takie straszne, gdyby nie całkowity brak wzajemności drugiej strony. Ale i to dałoby się jeszcze przełknąć, gdyby nie akceptacja takiego stanu rzeczy i trwanie w toksycznej, niczym niebo nad Pekinem, relacji. 
Życie, statystyki i amerykańscy naukowcy są w tej kwestii wyjątkowo jednogłośni i niemiłosierni dla mężczyzn, bo czarno na białym dowodzą, że głównie to oni wikłają się w uczuciowe zaułki bez wyjścia. Dlaczego?


DLACZEGO LUDZIE TKWIĄ W TEJ STREFIE ZŁA

1. Mają nadzieję, że ta druga osoba w końcu zmieni zdanie – wtaczaliście kiedyś takiego wielkiego kamulca na ogromną, nieprzystępną górę? Godząc się na strefę przyjaciela to właśnie robicie. Na własne życzenie bawicie się w Syzyfa. Owszem, paru szczęściarzom udało się ukończyć ten level zwycięsko (z bossem w łóżku), ale lepiej prędzej niż później zdać sobie sprawę, że prędzej kijem Wisłę zawrócisz, aniżeli zmusisz kogoś do zmiany uczuć. Dlatego lepiej trochę pocierpieć samotnie, niż zamieniać się powoli w zgorzkniałego rodzyna przy tej drugiej osobie.

2. Właściwie to nie wyjaśnili do końca co tak naprawdę czują tak się tworzą nowe kawały o „szczytach” (np. największy szczyt lenistwa – położyć się na panience i czekać na trzęsienie ziemi). Tutaj mamy do czynienia z soczystym szczytem masochizmu. Ciężko jest patrzeć bez litości na biedaków, wodzących oczami zbitego psa za obiektem westchnień, którzy codziennie bawią się we współczesnych Wokulskich. Cieszy, a zarazem torturuje ich obecność wybranek będących tak blisko, a jednak pozostających nieosiągalnymi, za murem niedopowiedzeń.
To jest zbyt trudne! – powiecie. Nie można od tak powiedzieć komuś, że coś się do niego czuje! – zawołacie. Cóż, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo w walce zwanej życiem. Wiadomo, do .stracenia jest sporo – wyznaniem możecie pogrzebać przyjaźń. Ośmieszyć się. Wyjść na durnia i to ze złamanym sercem. Z drugiej zaś strony do wygrania jest święty graal. Więc może warto zaryzykować? Podjęcie decyzji jest cholernie ciężkie, ale życie w wiecznej poczekalni to żadne rozwiązanie.
Nie miejcie tylko pretensji do tej osoby, że się nie domyśla. Albo jakich to cierpień Wam nie przysparza. Byłoby bardzo fajnie, ale póki co ludzie jeszcze nie mają sposobów na czytanie w myślach. I czekanie na cud, na to, że problem sam się rozwiąże jest po prostu najzwyklejszą stratą czasu. 

3. Istnieją wredne osoby, które celowo zwodzą zauroczonych biedaków – jako dziewczyna z przykrością muszę stwierdzić, że w oszałamiającej większości są to kobiety. A raczej interesowne baby roztaczające aurę fałszywych obietnic niczym sidła, co by upolować smakowitego jelenia. Panowie, nie dajcie się! Jest to jeden z najgorszych gatunków płci żeńskiej, który zawsze będzie kroczył ciemną aleją egocentryzmu i chciwej atencji. Jedna rada – trzymać się z daleka, bo skończycie bez głowy, albo owinięci w lepki kokon najkoszmarniejszego z friendzonów, czyli jako frajer-skarbonka. Rozpoznanie: gdy pieniądze w portfelu i na koncie bankowym maleją wprost proporcjonalnie do wzrostu radości partnerki i posiadanych przez nią rzeczy, przy jej jednoczesnym totalnym olaniu twoich uczuć i rozwijaniu relacji – zdecydowanie jest to friendzone.

Trafiają się od czasu do czasu dziewczyny, które robią to mniej szkodliwie, zazwyczaj nieświadomie. To znaczy wypłakują się Wam w rękawy po zerwaniu z chłopakiem. Albo zabierają Was na polowanie na wyprzedaże w galeriach handlowych. Uważają za osobistego selfie sticka, tragarza, spowiednika, kierowcę, trzymaka torebki itd. Niby nie mają intencji, aby Was dotkliwie ranić, co nie zmienia faktu, że i tak robią z Was biednych pajaców latających za spódniczką spoza ligi ( w jej mniemaniu oczywiście, bo koncept lig wśród ludzi jest wybitnie głupi; wystarczy, że znajdzie się odpowiednio pewny siebie i ultra zabawny facet, ale o mocno przeciętnej facjacie, a piękne dziewuchy i tak będą lgnąć do niego niczym muchy do gówna; true story).



JAK PORADZIĆ SOBIE Z FRIENDZONE

Wyjścia są w zasadzie dwa. Albo dalej męczyć się  w tej sytuacji, albo spieprzać czym prędzej. Jeżeli wyrażacie chęć przebywania w relacji o statusie it’s complicated najlepiej byłoby zacząć powalczyć o swoje, dla zdrowia psychicznego. Nigdy nie przełamiecie zastanego schematu nie szanując swoich racji i potrzeb. Stosując retorykę Gry o Tron, zrzućcie szaty Ser Joraha Mormonta i oszołomcie swoją Khaleesi niczym Daario NaharisNie od dziś wiadomo, że – z małymi wyjątkami – dziewczyny szaleją za łobuzami. Nie chodzi tu, aby zmieniać się na siłę, albo udawać kogoś, kim się nie jest. Wystarczy trochę więcej pewności siebie i wiary w swoje możliwości. Trochę bezczelności również nikomu nie zaszkodziło, wręcz przeciwnie, nadaje relacji niezbędnej(!) pikantności. Dlatego nie pytajcie się jej, czy możecie ją złapać za rękę, tylko chwytajcie za ten cholerny nadgarstek, bez cienia skrupułów. Jeżeli czujecie, że nadarza się sprzyjająca okazja do całowania, działajcie bez wahania, nawet jeżeli miałoby to wyjść ultra niezręcznie, bo w pośpiechu moglibyście pociągnąć jej z bańki (będzie co opowiadać wnukom). W takich sytuacjach myślenie powinno być wyłączone na rzecz instynktu i emocji.
Kto wie, może się uda.

Opcja druga, czyli decyzja o porzuceniu strefy przyjaźni nie jest taka prosta, jak to internetowe memy sugerują. Dla wszystkich dookoła rozwiązanie wydaje się być banalne – męczysz się z kimś, kto i tak nic do ciebie nie czuje, więc po prostu odejdź. Rzeczywistość jednak ma to do siebie, że lubi się gmatwać i coś, co na pierwszy rzut oka jest dziecinnie łatwe, okazuje się być nie do przeskoczenia rowem pełnym lawy i bulgocącej ropy. W końcu z jakiegoś powodu zdecydowaliście się na ten friendzone. Boicie się utraty tej osoby, po głowie chodzą myśli, że być może nikogo tak nie pokochacie i miliony innych, druzgocących refleksji. W takich okolicznościach ciężko mówić o podejmowaniu radykalnych decyzji. I w tym wszystkim mam tylko jedną radę – pomyślcie też o sobie. Postawcie siebie na pierwszym miejscu. Wybaczcie mi tryb Paolo Coehlo, ale jeżeli Wy nie będziecie szczęśliwi, to ni cholery nie sprawicie, że ktoś inny w Waszym otoczeniu będzie szczęśliwy.



Koniecznie podzielcie się w komentarzach swoimi odczuciami. Macie inne rady? Uważacie, że cały ten friendzone to wierutna bzdura? A może sami macie z tym do czynienia? 
Podyskutujmy, poobalajmy parę mitów i poprawmy swoje życie uczuciowe. Zapraszam!

you might also like

o ludzie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bezdomna

czyli Karolina - wodzirejka na tym dancingu. Zapraszam do bycia bezdomnym kulturowo, bo to naprawdę świetna rzecz. Wino, szmira i kicz to moja dewiza.